Eksport kosmetyków do Chin. Czy jest się czym chwalić?

0
231
źródło: https://www.pexels.com/photo/woman-with-brown-hair-doing-lipstick-and-holding-little-mirror-6393/

11 marca 2013 roku, obrońcy praw zwierząt świętowali wprowadzenie Rozporządzenia Komisji Europejskiej o całkowitym zakazie testowania kosmetyków na zwierzętach. Przepisy zabraniają zarówno importu, jak i sprzedaży testowanych produktów oraz ich składników w krajach Unii Europejskiej. Sprawa ma się jednak zupełnie inaczej na Wschodzie.

Chiński rynek kosmetyczny jest jednym z największych i najbardziej opłacalnych. W tym kraju europejskie reguły, zabraniające testowania kosmetyków na zwierzętach, nie obowiązują. Władze wymagają od firm wprowadzających swoje produkty przeprowadzania testów na zwierzętach, a koszty z tym związane ponosi importer. Taki przypadek dotyczy jednej z najbardziej popularnych i reklamujących się jako nietestująca na zwierzętach marek – L’Oreal.

Historia kontrowersji związanych z tą marką sięga roku 1993, kiedy to L’Oreal podpisało dokument PETA (Statement of Assurance). Jest on deklaracją nie przeprowadzania testów na zwierzętach, jednak do 2000 roku organizacja nie otrzymała żadnego dokumentu potwierdzającego. Jakiś czas później L’Oreal oświadczyło, że testom nie były poddawane gotowe produkty, jednak sprawa miała się nieco inaczej ze składnikami. W zawiązku z tym marka została usunięta z listy nietestujących.

Na pytanie dotyczące testowania swoich kosmetyków na zwierzętach firma odpowiada na swojej stronie internetowej (www.loreal.pl): „Moglibyśmy odstąpić od tej reguły jedynie na żądanie władz danego kraju, które wymagałyby tego ze względów bezpieczeństwa lub prawnych” oraz „Lokalne władze mogą na przykład narzucić obowiązek sprawdzenia bezpieczeństwa stosowania jakiegoś składnika na zwierzętach. W takim wypadku, L’Oréal zastosowałby metody alternatywne do testów na zwierzętach, jeśli tylko byłoby to możliwe. Niestety niektórych badań oceniających bezpieczeństwo do tej pory nie udało się zastąpić innymi metodami niż testy na zwierzętach (tak jak np. ocena potencjału składnika do wywołania alergii skórnej)”.

Odpowiedzi jednoznacznie wskazują, że marka bierze pod uwagę przeprowadzanie testów na zwierzętach i jako importer swoich produktów do Chin bierze w tym procederze czynny udział.

Podczas gdy zagraniczne firmy starają się nie nagłaśniać informacji o nawiązaniu współpracy z rynkiem chińskim, polskie, jak np. Irena Eris, chętnie o tym informują. Prezes spółki Henryk Orfinger jakiś czas temu oficjalnie zapowiadał: „Zagraniczne rynki powinny dać nam 30 proc. przychodówTeraz czas na Chiny i Malezję”.

Zanim kupimy produkt, na którego opakowaniu znajdzie się symbol królika albo napis „Not Tested on Animals” (które tak na prawdę nie muszą być umieszczane, ze względu na obowiązujące przepisy w UE), warto sprawdzić czy dana marka nie eksportuje swoich produktów na chiński rynek. Będziemy mieć wtedy pewność, że wypuszczenie danego kosmetyku nie wiązało się z cierpieniem zwierząt.

 

 

rekrutacja

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ