Wegańska granica przyzwoitości

0
33
CC0 Public Domain

Ostatnio kilka razy zdarzyło mi się wspomnieć o społecznie niepotrzebnych tematach do dyskusji. Jednym z nich, moim zdaniem, jest weganizm i ochrona zwierząt poprzez rezygnację z mięsa. Dlaczego? Bo to prywatna sprawa każdego, co i ile się je. Jak napisał mój przyjaciel dziennikarz „przestańcie zaglądać do mojego talerza”.

No i miał rację. To właśnie od niego dowiedziałem się o patologicznej sytuacji, którą stworzyli obrońcy zwierząt z PETA, domagając się usunięcia ubrań z futrem z gry komputerowej Warhammer 40k. Dobrze, że tym wydarzeniem nie żył mój Facebook, bo bym dawno się powiesił. Wystarczą co sekundę pojawiające się posty sponsorowane jak również lajkowane przez znajomych, w których porównuje się wegaburger do zwykłego, agituje się do bycia „wega” i „fit” oraz deklaruje się różne hasełka w stylu „Przestań zabijać biedne zwierzątka! Zostań weganem! Uratuj ziemie!” albo „Nie jesz swojego psa lub kota. Dlaczego ma cierpieć bezbronna świnka!?”

Serio, ludzie? Co z wami jest nie tak? Mało mi grzebania się w przepełnionych patologią kuluarach politycznych, jeszcze w czas wolny od dziennikarstwa muszę się wkurzać z powodu społecznej głupoty. Ale po kolei. I zacznę chyba od wyjaśnienia. Nie jestem przeciwko weganom bądź innym grupom społecznym związanym z dietą bez mięsa. Nie jestem i nie będę, dopóki ci ludzie nie zaczną w tak drastyczny i chamski sposób mnie namawiać do swoich „racji”. No właśnie, racji. Czy wszystkie te postulaty są tak święte i bezwarunkowo poprawne? Czy może na cierpienie zwierząt jest inne rozwiązanie? Jak do tej pory było więcej pytań niż odpowiedzi. Czas to naprawić.

Powiedzmy sobie wprost. Często nawet pobudki, z których staje się weganem nie są tak piękne i szlachetne. Jednym z powodów jest moda. Weganie zawdzięczają mediom społecznościowym swoją popularnością, chwalą się, że dzięki większemu nagłośnieniu mogą skuteczniej walczyć o prawa zwierząt i promować zdrowy tryb życia. Tak naprawdę tworzą modę, za którą ślepo idzie większość ludzi, nie rozumiejąc nawet dlaczego to wszystko jest robione.

Kolejny powód. Bycie fit, bycie zdrowym, przedłużanie swojego życia. No i o jakich dobrych pobudkach ratowania zwierząt można mówić, kiedy w pierwszej kolejności egoistycznie stawia się własny dobrobyt. Ok, wspaniałym dodatkiem jest właśnie ta pomoc czworonogim przyjaciołom, ale nikt nie zaprzeczy, że przede wszystkim chodzi o instynkt samozachowawczy. Ale czy taki zdrowy jest ten weganizm? Owszem, są badania, w których przewija się zdanie „Osoby, które zrezygnowały z mięsa, żyją dłużej”. Jest jednak milion „ale”. To tylko fraza wyrwana z kontekstu, a prawda jest taka, że bez odpowiedniej ilości chociażby witamin D i B, białka czy żelaza „długo nie pojeździmy”. „Wadą diety wegańskiej jest również fakt, że nie dostarcza ona organizmowi wszystkich substratów budulcowych czyli aminokwasów (choć w dzisiejszych czasach udaje się to uzupełnić sztucznymi preparatami). Naturalne produkty roślinne, nawet te bogate w białko, nie zapewniają odpowiedniej ilości wszystkich niezbędnych składników” – pisze dietetyk Milena Rogowska. A nie od dziś wiadomo, że sztuczne dodatki nie są naturalną produkcją i mają pewien negatywny wpływ na nasz organizm. Nie są również w stanie zastąpić nie tylko mięsa, ale ryb, jajek, mleka (bo weganizm także zakłada rezygnowanie z tego rodzaju składników standardowej diety) i innych produktów, potrzebnych do normalnego funkcjonowania.

Photo credit: RinserWinds via Foter.com / CC BY-SA

No i trzecim powodem, obdarzanym niezmiernym szacunkiem, jest właśnie troska o zwierzęta. W sieci można zobaczyć milion tekstów, a jeszcze więcej piorunujących zdjęć, pokazujących, w jakich kiepskich warunkach żyją zwierzątka, hodowane na ubój. Zacytuję jeden taki piękny opis: „Zwierzęta hodowane na mięso trzyma się w ciasnych klatkach, samice są regularnie sztucznie zapładniane. Małe są odbierane matkom w kilka w dni po porodzie, choć więź emocjonalna u ssaków jest mocno rozwinięta. Kury mają obcinanie dzioby, a wszystkie zwierzęta przez całe życie nie widzą słońca, nie mają dostępu do świeżego powietrza, ich smutne życie kończy się transportem do rzeźni, gdzie, widząc śmierć swoich towarzyszy, doskonale wiedzą, co je czeka”. Smutne, co? A jeśli ktoś wciąż uważa, że byłem mało bezczelny i dałem nie wystarczająco dużo sarkazmu, dopowiem – ledwo się nie popłakałem, czytając ten fragment… Również ledwo się nie popłakałem, czytając kolejne fragmenty, przepełniony absurdalnymi stwierdzeniami, że rezygnowanie z mięsa w diecie oraz godzinowe stanie w sklepie i wyczytywanie składników zaradzi problemowi. Nie zaradzi.

Jeśli chcesz pomóc, to nie siedzisz na Facebooku i nie lajkujesz wzruszających postów, nie dołączasz się do beznadziejnych grup i nie hejtujesz moich aroganckich tekstów, a wychodzisz na dwór/ulice/pole/zewnątrz i zaczynasz działać. Jest dużo firm w Polsce, które stosują normalne warunki hodowli „naszych mniejszych braci, których później zjemy”. Ale, skoro chcecie, można pójść dalej i np. drogą prawną, przez inicjatywy obywatelskie domagać się czegoś takiego, co obecne obowiązuje w Izraelu. W tym państwie istnieje ustawa, według której zwierzęta domowe na terenie całego kraju powinny mieć „ludzkie” warunki życia, śmierci oraz „ludzkie” prawa. Odmówiono tylko jednemu, „niekoszernemu”, czworonogiemu – świnie. Nie może ona stać na Świętej Ziemi, dlatego w chlewach obowiązkowa jest drewniana podłoga. Religia chrześcijańska nie ma takich ograniczeń, a więc proszę bardzo, działajcie.

Nie poruszyłem wszystkich kwestii, których zdecydowanie jest o wiele więcej, ponieważ, jak wspominałem na początku, dyskusję na ten temat uważam za niepotrzebną. Moim zdanie, jeśli naprawdę ktokolwiek z was, drodzy weganie, troszczy się o zwierzęta, warto zrobić coś więcej, niż agresywnie narzucać swoje poglądy w mediach społecznościowych. Warto wyjść z domu i zadziałać. I apeluję do was w jeszcze jednej ważnej sprawie. Jest to niskie i nie godne żadnego szacunku zachowanie z waszej strony. Przestańcie zasłaniać się niczym tarczą badaniami WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) z października 2015 roku, które dodają mięso na listę rzeczy rakotwórczych. Dla mnie osobiście jest dziwne postawienie tego produktu obok papierosów, azbestu i spalin. Nie znam żadnego przypadku zgonu z powodu spożywania mięsa. A jeśli chodzi o ilość, to wiadomo, zawsze i wszędzie działa zasada: co za dużo, to niezdrowo. A dlatego proszę, jak już chcecie być weganami, przynajmniej nie próbujcie bluźniersko namówić do tego osoby, które mają odmienne zdanie. Ja osobiście was nie atakuje z krowią kością w ręku.

Redaktor prowadząca: Agnieszka Tyburcza

rekrutacja

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ